czwartek, 6 lipca 2017

(vol. 67) Sami Swoi – Locust [1982]

 

Niewiele jest w Polsce zespołów jazzowych, które mogłyby poszczycić się takim stażem jazzowym jak Sami Swoi. Grupa, założona przez Juliana Kurzawę w 1968 r. przetrwała wszelkie „burze i napory”, ale choć trzon składu zespołu pozostał niezmieniony, ewolucja stylistyczna, jaką w ciągu 14 lat przeszli Sami Swoi jest niebagatelna. Zaczynali od grania jazzu tradycyjnego, a konkretniej - jego chicagowskiej mutacji. I przez wiele lat taka „chicagowską” etykietką opatrywano zespół, który ani przez chwile nie zamierzał zasklepiać się w jednej konwencji. Szef zespołu, Kurzawa, stwierdził w „Jazz Forum” (4)1979: „Od samego początku, od chwili, kiedy zakładałem zespół, przewidywałem, ze będę grał różną muzykę. Zresztą zawsze grałem też modern. Nie chciałem się nigdy utopić np. w Armstrongu”.
 Istotnie, droga od tematów Mortona, Beiderbecke'a czy Armstronga do „Four Brothers” Giuffrego, czy wreszcie „Birdland” Zawinula jest dość daleka, ale przecież przebyta z żelazną konsekwencją. Sami Swoi stali się uniwersalni, co sprawiało niemało kłopotów w rzetelnej ocenie ich twórczości w szczególności bulwersowało to bardziej ortodoksyjnych krytyków. Dziś repertuar zespołu, a co za tym idzie - także stylistyka są niemal wyłącznie nowoczesne, choć nie awangardowe, jeśli chodzi o sprawy formy i - co szczególnie ważne w przypadku tak rozbudowanej grupy - brzmienia.
 Ta płyta, czwarta polska płyta Samych Swoich, jest tego ewidentnym przykładem. Nagrana została w lipcu 1980 r., jednak ukazuje się dopiero teraz. Zespół dość długo zastanawiał się nad zasadnością wydania tego longplaya, myśląc raczej o zarejestrowaniu najnowszych osiągnięć. Na szczęście zwyciężyła myśl najbardziej rzeczowa i rozsądna: uznano te nagrania za dokumentację pewnego okresu działalności grupy. Pomijając dokumentarny walor płyty, należy stwierdzić, że jest ona również wartościowa pod względem artystycznym, a także udana jako przegląd możliwości zespołu (i solistów) A D. 1980. Znajdujemy na niej znane tematy jazzowe, w większości składające się na zgrabnie opracowane i zaaranżowane przez Jana Gonciarczyka pot-pourri. Ponadto są tu kompozycje polskie, nieśmiertelna ballada Monka „'Round Midnight” i parafraza pieśni „Dziewczęta z Kadyksu” Léo Delibesa. Układ płyty, zwłaszcza jej pierwszej strony, daje rzetelną prezentację walorów indywidualnych muzyków, z których każdy ma swoje solo w poszczególnych fragmentach pot-pourri.
 Gościnnie występują z Samymi Swoimi trzej inni muzycy wrocławscy. I tu, choć wszyscy trzej w jednakowym stopniu przyczynili się do poziomu nagrań, o jednym z nich godzi się wspomnieć przede wszystkim.
 W kilkanaście miesięcy po dokonaniu nagrań, 18 listopada 1981 r. zmarł niespełna 23-letni tubista Dominik Witt. Ten młody, niezwykle utalentowany muzyk, jeszcze na miesiąc przed śmiercią występował na Jazz Jamboree - i to z sukcesem. Przepowiadano Mu wspaniałą karierę, I On sam wierzył w to, i kochał granie, i jakby nie chciał zauważyć śmiertelnej, niszczącej Go choroby. Solo w monkowskim „'Round Midnight” pozostanie Jego jedynym utrwalonym na płycie solem. Nie było mu nawet dane przeżyć kompozytora który odszedł w trzy miesiące później. Niech zatem płyta będzie jedynym swego rodzaju hołdem, jaki Sami Swoi chcą złożyć pamięci swego Kolegi.
Kazimierz Czyż

Sami Swoi in Concert – Locust
Polskie Nagrania MUZA, SX 2403 / 1982
Polish Jazz vol. 67


Side A
1. Blues Medley: (arr. J. Gonciarczyk) 19'15
    - Blue March (B. Golson) solo: J. Młynarczyk - trombone 
    - Ginger Bread Boy (W. Shorter) solo: J. Łukaszczyk - tenor sax
    - Freedom Jazz Dance (E. Harris) solo: J. Gonciarczyk - bass 
    - Footprints (W. Shorter) solo: J. Szprot - el. piano 
    - Mr Syms (J. Coltrane) solo: W. Kowalski - soprano sax 
    - Tingel-Tango (N. Adderley) solo: J. Kurzawa - trumpet 
    - Walkin' (E. Carpenter) solo: A. Muzyk - tenor sax 
    - Eighty One (Davies, Carter) solo: J. Sorski - guitar 
    - Shorter's Chorus From "Eighty One" solo: K. Przybyłowicz - drums 
    - Motifs' Medley 
    - Blue March - Finale

Side B 
1. Szarańcza / The Locust 5'04
 ▫ (Z. Piotrowski, Arr. Z. Czwojda) solo: Z. Czwojda - trumpet, A. Muzyk - tenor sax, W. Kowalski - soprano sax
2. The Maids of Cadiz 5'20
 ▫ (L. Delibes, Arr. J. Kurzawa) solo: Z. Czwojda - trumpet
 3. Cannonbird 4'30
 ▫ (J. Pt. Wróblewski, Arr. J. Pt. Wróblewski) solo: A Muzyk - tenor sax
4. 'Round Midnight 4'55
 ▫ (Th. Monk, Arr. J. Sorski) solo: D. Witt - tuba

      SAMI SWOI
        Julian Kurzawa - trumpet, leader 
        Jan Młynarczyk - trombone 
        Waldemar Kowalski - alto, soprano & baritone saxes 
        Jerzy Łukaszczyk - tenor & baritone saxes, clarinet 
        Andrzej Muzyk - tenor sax, clarinet 
        Janusz Szprot - piano, electric piano, synthesizer 
        Jerzy Sorski - gitar 
        Jan Gonciarczyk - electric bass 
        Krzysztof Przybyłowicz – drums
      featuring: 
        Zbigniew Czwojda - trumpet 
        Waldemar Rakowski - tenor sax 
        Dominik Witt – tuba
      Recorded live in July 1980 at the Main Studio of Polish Radio Wrocław
      Recording engeneers: W. Rybarczyk, R. Śnichowski
      Producer: Polish Jazz Society – Wrocław
      Sleeve design: M. Karewicz
      Made in Poland
      Cena 180 zł

      FLACzki-tracki, skany . . 479.2 MB (3% data repair) ®

      środa, 5 lipca 2017

      (vol. 66) Wojciech Kamiński – Open Piano [1982]

         

      Longplay Wojciecha Kamińskiego jest piątą z kolei w serii „Polish Jazz” płytą pianistyczną. O ile jednak poprzednie wydawnictwa tego rodzaju (Mieczysława Kosza, Mieczysława Mazura i Adama Makowicza) eksponowały głównie instrument i – instrumentalistę, o tyle w przypadku Kamińskiego, fortepian pełni, co prawda, dominującą rolę, ale ta dominacja jest tylko delikatnie zaznaczona – głównie przez uwypuklenie solówki, bądź skorelowanie aranżacji instrumentalnej z fakturą fortepianu – a nie odwrotnie. Inny aspekt, który sprawia, że płyty tej nie można uznać za typowo solistyczną, to fakt, że w przeciwieństwie do wspomnianych czterech płyt, stanowiących swego rodzaju credo artystyczne muzyków, ta nie rości sobie pretensji do takiej roli. Jej jedynym celem jest przedstawienie muzyki, jaką gra i lubi grać Wojciech Kamiński – bez względu na jej proweniencję stylistyczną i ilość muzyków towarzyszących i współtworzących. Stąd też tytuł płyty: „Open Piano” – a więc fortepian otwarty na wszystko co może się podobać, co może dać satysfakcję miłośnikowi dobrego jazzu – tego jazzu, który słuchany jest głównie przez miłośników muzyki ragtime'owej, dixielendowej czy swingowej. I jest to chyba jedyne ograniczenie, jakie mogłoby określić obszary oddziaływania tej muzyki. Kamiński bowiem, umiejąc grać również jazz bardziej nowoczesny (vide jego nagrania z Krzysztofem Zgrają czy występy w roli organisty), najchętniej jednak gra standardy lub własne kompozycje utrzymane w podobnym klimacie.
      Niektóre spośród utworów jego autorstwa zamieszczone na tej płycie to nowe wersje znacznie wcześniej skomponowanych tematów n.p. „Ruchome schody” (1964) czy ,,Blues dla dziewczyny” (1967). Kamiński jest wszak postacią od lat aktywną na polskiej scenie jazzowej. Współzałożyciel zespołów Ragtime Jazz Band i Old Timers, kierownik muzyczny Teatru Piosenki „Stodoła” już w połowie lat 60-ych należał do jazzowej i kompozytorskiej czołówki kraju. Po kilku latach nieobecności w Polsce powrócił na rodzinne estrady zakładając m.in. znany, dziś już niestety nieistniejący zespół Swing Workshop. Często występuje również solo, a także z towarzyszeniem różnych składów osobowych, czego przykładem jest ta właśnie płyta. Wojciecha Kamińskiego wspierają tu członkowie grupy Swing Workshop, a także - gościnnie - inni czołowi polscy jazzmeni: Henryk Majewski, Zbigniew Jaremko, Marek Bliziński i Jerzy Bartz.
      Jazz na tej płycie to owa pierwotna forma spontanicznego muzykowania, nie pozbawiona wysokich walorów artystycznych, ale emanująca głównie radość ze wspólnej jazzowej wędrówki. Dlatego warto tego posłuchać.
      Kazimierz Czyż

      Wojciech Kamiński – Open Piano
      Polskie Nagrania Muza, SX 2402 / 1982
      Polish Jazz vol. 66


      Tracklist:

      a1. Codzienny Blues / The Daily Blues (Wojciech Kamiński)
      a2. Deszczowy maj / A Rainy May (Wojciech Kamiński)
      a3. The Wika Rag (Wojciech Kamiński)
      a4. The Entertainer (Scott Joplin)
      a5. Wchodź po trzech / Enter After "Three" (Janusz Zabiegliński)
      b1. Autumn Leaves (Joseph Kosma)
      b2. Ruchome schody / Escalator (Wojciech Kamiński)
      b3. I Wish I Could Shimmy My Sister Kate (Armand J. Piron)
      b4. Blues dla dziewczyny / Blues for a Girl (Wojciech Kamiński)
      b5. Jazz Me Blues (Tom Delaney)

      Arrangements: Wojciech Kamiński (a2-4, b1-3, b5), Janusz Zabiegliński (a1, a5, b4)

      Personnel:
      Wojciech Kamiński: piano
      Zbigniew Jaremko: tenor saxophone
      Henryk Majewski: trumpet
      Janusz Zabiegliński: alto saxophone, clarinet
      Władysław Halik: bass saxophone
      Zbigniew Konopczyński: trombone
      Marek Bliziński: guitar
      Janusz Kozłowski: double bass
      Jerzy Bartz: drums

      Recorded in Warsaw, October 1981 by Maria Olszewska & Zofia Gajewska.
      Sleeve design & photo - Marek Karewicz,

      Made in Poland
      Cena 180 zł


      FLACzki-tracki, photos . . 206.1 MB (3% data repair) ®

      wtorek, 4 lipca 2017

      (vol. 65) Ewa Bem - Be a Man [1981]

         

      Zrobiła karierę nie ulegając muzycznym modom, nie sięgając po łatwe przeboje, nie kokietując publiczności dramatyczną interpretacją ani obrazoburczymi tekstami. Najważniejsza była dla niej zawsze muzyka. Była i będzie, bowiem Ewa Bem jest muzykiem - tyle, że śpiewającym. Jest też wierna swojemu gustowi i, co za tym idzie, niezwykle konsekwentna w wyborze repertuaru, jak i partnerów do wspólnego muzykowania. To wszystko nie przeszkadza jej jednak w zdobywaniu nagród na dorocznych festiwalach piosenki w Opolu, w wygrywaniu radiowych konkursów, czy w umieszczaniu swoich piosenek na czołowych miejscach w radiowych plebiscytach. Ma „dobrą prasę”, lubią ją krytycy i jurorzy, i choć nie jest z pewnością idolem mas, lubi ją ta najbardziej wrażliwa na muzykę część publiczności.
      Czego należy się spodziewać po tej płycie? Przede wszystkim powiedziałbym łaskawym jej nabywcom i sobie, że Ewa Bem jest nie tyle piosenkarką, ile wokalistką jazzową. Choć często wykonuje piosenki rozrywkowe to jednak „podtekst jazzowy” interpretacji sprawia, że dokonując oceny jej śpiewu wypada stosować kryteria właściwe dla jazzu. Nie szukajmy wiec na tej płycie rozległej skali głosu, brzmienia „bel canta” czy klasycznej czystości intonacji - kanonów obowiązujących w europejskiej muzyce wokalnej. Smakujmy raczej ekspresyjną barwę, jazzowe kształtowanie dźwięku i takież frazowanie, wsłuchajmy się w improwizacje - to spontaniczne przeistaczanie melodii, zwróćmy uwagę na rytmikę a wiec na stosowanie specyficznego podziału dającego to podniecające zjawisko swingowania. Tak wiec w gronie muzyków Ewa Bem jest muzykiem solistą, partnerem najlepszych. Z takimi tylko pokazuje się na estradzie lub w studiu muzycznym. I do takich należy grupa Swing Session założona i prowadzona przez jednego ze słynnych liderów polskiego jazzu Henryka Majewskiego.
      Na pierwszej stronie płyty Ewa Bem zgromadziła repertuar klasyczny, a wiec standardy. W wiązance wokalistka prezentuje swoje ulubione tematy eksponując je w zależności od sympatii w całości, w części czy ledwie zaznaczając cytatem. Ostatni na tej stronie utwór to trwający zaledwie półtorej minuty temat Parkera śpiewany scatem a więc w sposób całkowicie instrumentalny ale nie pozbawiony humoru. Aranżer, Zbigniew Jaremko, czuł potrzebę wprowadzenia tu ptaszków, kukułki i zegara.
      Druga strona to „Ewa Bem po polsku”. Mamy tu do czynienia z utworami skomponowanymi specjalnie dla niej przez muzyków jazzowych. Wyjątkiem może być tylko piosenka Jerzego Wasowskiego „Dzień dobry, Mr Blues” nagrodzona pierwszą nagrodą w dorocznym konkursie Programu III Polskiego Radia w 1978 roku. Kompozytor jest jednym z nielicznych twórców polskich piosenek, którzy nie zajmując się na codzień jazzem lecz pisząc dla kabaretu czy teatru tworzą tematy, których harmonia i melodyka są dobrym materiałem na standardy jazzowe. Pod warunkiem oczywiście, że... śpiewać je będzie Ewa Bem.
      Jan Borkowski

      Ewa Bem with Swing Session - Be a Man
      Polskie Nagrania Muza, SX 2365 / 1981
      Polish Jazz vol. 65


      Tracklist:

      a1. Medley (Them There Eyes, Love Is Here to Stay, Exactly Like You, The Days of Wine and Roses, Honeysuckle Rose, When the Saints Go Marching In)
      a2. Misty (Johnny Burke, Eroll Garner)
      a3. The Man I Love (George Gershwin)
      a4. Oh, What a Beautiful Mornin' (Richard Rodgers, Oscar Hammerstein II)
      a5. Grovin' High (Charlie Parker)
      b1. Bądź mężczyzną (Henryk Majewski, Maria Czubaszek)
      b2. Czy powie mi pan Dzień Dobry (Zbigniew Jaremko, Magdalena Wojtaszewska)
      b3. Good Morning Mr Blues (Jerzy Wasowski, Błażej Perkun)
      b4. Wyznanie wieczorne (Zbigniew Jaremko, K. Trębacz)
      b5. Tylko dni (Zbigniew Jaremko, Maria Czubaszek)
      b6. Rób co chcesz (Henryk Majewski, Maria Czubaszek)

      Personnel:
      Ewa Bem: vocals

      Swing Session:
      Henryk Majewski: flugelhorn, trumpet, leader
      Henryk Miśkiewicz: clarinet, alto saxophone
      Zbigniew Jaremko: tenor saxophone
      Henryk Stefański: guitar
      Andrzej Jagodziński: piano
      Zbigniew Konopczyński: trombone
      Jerzy Stawarz: double bass
      Tadeusz Fedorowski: drums

      String Orchestra conducted by Zbigniew Jaremko (b2, 4, 5)
      Zbigniew Wodecki: vocal (b2)

      Recorded in Warsaw, April 1981 by Zofia Gajewska & Janina Słowińska.
      Cover design - Marek Karewicz.

      Made in Poland
      Cena zł 130,-


      FLACzki-tracki, photos . . 233.1 MB (3% data repair) ®

      poniedziałek, 3 lipca 2017

      (vol. 64) Krzysztof Zgraja - Laokoon [1981]

         

      Zazwyczaj rozwój artystycznej osobowości muzyka przebiega stereotypowo - od eksploatacji zastanych wzorów formalno-estetycznych. przez krystalizację własnej wizji sztuki po, częstokroć, negację klasycznych wzorów i tworzenie muzyki „nowej”. Kariera Krzysztofa Zgrai przebiegała zgoła inaczej. Będąc dwukrotnym absolwentem katowickiej Akademii Muzycznej (Wydział Instrumentalny i Wydział Teorii Kompozycji) zyskał wszechstronne wykształcenie muzyczne, szczególnie w sferze muzyki współczesnej i współczesnych technik kompozytorskich. Siłą rzeczy tedy, jego zainteresowania problematyką poszukiwań sonorystycznych i formalnych skłoniły go do zwrócenia uwagi na jazz na tym jego odcinku, który jeszcze pod koniec lat 70-tych wydawał się być najbardziej wdzięcznym polem do eksperymentowania, a więc - na free jazz. Rezultaty były co prawda nader efektowne, ale - co się często zdarza - musiały doprowadzić do „przesilenia”. I oto wytrawny muzyk, kompozytor i teoretyk zwraca się do tradycji, „back to the roots”, zaczyna studiować źródła i praźródła jazzowej historii: blues, be bop, klasyczne idiomy melodyczno-harmoniczne i struktury metro-rytmiczne - nie tracąc przy tym nic z własnego, nader osobistego stosunku do muzyki. I okazało się, że z pozornie trywialnych już i „ogranych” archetypów można wydobyć nowe wartości, nowe blaski i emocje. Właśnie ów zwrot w stronę „tradycji” zaowocował nagraniem niniejszej płyty. Nie ma na niej co prawda standardów (ale i takie ma Krzysztof Zgraja w repertuarze) jeno wyłącznie kompozycje autora - tyle że silnie powiązane z ową tradycją. Jak ogromny dystans dzieli „Laokoona” od poprzedniej płyty Zgrai wydanej w tej samej serii („Alter Ego” z Czesławem Gładkowskim). Dystans stylistyczny, gatunkowy i …historyczny. Na płycie zawarty jest malowniczy collage tego co dziś w jazzie najistotniejsze, najciekawsze, a więc blues, klasyczna ballada, andaluzyjska melodia i wreszcie miniaturka funky - wszystko przyprawione innym i bardzo kolorowymi ingrediencjami. Nie unika autor w dalszym ciągu także eksperymentu sonorystycznego, stosując najprzeróżniejsze urządzenia elektroniczne do przekształcania dźwięku fletu, a właściwie fletów m. in. echoplexu, triplexu, harmonizera i flangera. Często są one stosowane w playbackowym kontrapunkcie. Nadaje to kompozycjom charakter wielowymiarowego, bardzo plastycznego zjawiska, co - w połączeniu z inwencją wykonawców - daje efekt nie do przeoczenia. Warto zwrócić uwagę szczególnie na "Luz Blues". najbardziej klasycznie zagrany temat jazzowy, pełną wigoru „La Conchę” ze znakomitym solem gościnnie występującego Zbigniewa Namysłowskiego czy nieco katastroficzny, obsesyjny temat „Laokoon”.
      Zresztą płyty słucha się z niesłabnącą uwagą w całości. I tyleż w tym zasługi jej autora, co współtworzących ją z nim świetnych muzyków, wywodzących się z różnych „koalicji stylistycznych”, a tu umiejących znaleźć formułę wspólnego grania.
      Naprawdę fascynująca płyta.
      Kazimierz Czyż

      Krzysztof Zgraja - Laokoon
      Polskie Nagrania MUZA, SX 2350 / 1981
      Polish Jazz vol. 64


      Tracklist:

      a1. Luz Blues
      a2. Alex Funky
      a3. La Concha
      a4. W oczekiwaniu na…
      b1. Laokoon
      b2. Fin de siècle

      Music by Krzysztof Zgraja.

      Alex Funky - dedicated to my son
      La Concha - dedicated to Zbigniew Namysłowski
      Fin de siècle - dedicated to Krzysztof Komeda


      Personnel:
      Krzysztof Zgraja: flutes
      Jacek Bednarek: double bass
      Krzysztof Ścierański: bass guitar
      Wojciech Kamiński: piano, Fender piano
      Zbigniew Namysłowski: alto saxophone (a3)
      Marek Stach: drums
      Reto Weber: drums (a4)

      Recorded in Warsaw, March/April 1981 by Jacek Złotkowski & Michał Gola.

      Sleeve design - Marek Karewicz.

      Made in Poland
      Cena zł 130,-


      FLACzki-tracki, photos . . 207.5 MB (3% data repair) ®

      niedziela, 2 lipca 2017

      (vol. 63) Stanisław Sojka - Blublula [1981]

         

      Oto pierwsza płyta Stanisława Sojki zrealizowana w Polskich Nagraniach a druga w karierze wykonawcy. Poprzednią nagrał w grudniu 1978 r., podczas koncertu w Filharmonii Narodowej, dla Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego; znalazły się tam przede wszystkim gospels, śpiewane z własnym fortepianowym akompaniamentem. Objawił się wtedy jako wokalista obdarzony charyzmatem: wchodzi na estradę, uderza dwa akordy na fortepianie i... ma publiczność w ręku. Jak czarny pastor - rządzi emocjami swych wiernych (już mu proponowano występy w murzyńskim kościele baptystów w Stanach...). Ale śpiewanie gospels nie zadowalało Sojki; nie miał jeszcze 20 lat, gdy z „Extra Ballem” próbował swych sił w standardach. Wrócił teraz do nich, a przede wszystkim postanowił zmierzyć się z probierzem jazzowych możliwości każdego muzyka - z bluesem. Pozyskał znakomitego partnera do realizacji tego zamiaru - organistę i pianistę Wojciecha Karolaka, człowieka-który-wie-jak-to-grać: klarownie, po prostu ze swingiem. Doprawdy, mało jest białych wokalistów, którzy tak potrafiliby wczuć się w czarną muzykę, jak Sojka. Pewne wyjaśnienie znajdziemy w jego wypowiedzi: „Śpiewać scatem to wspaniałe, ale mnie bardziej fascynuje improwizowanie tekstem. Tekst jest bardzo ważną częścią utworu! Trzeba go tylko dobrze rozumieć, choć są czasem trudności z przetłumaczeniem murzyńskiego slangu. Ale to jest konieczne”. A więc mamy do czynienia z artystą, który nie zadowala się powierzchownym przyswojeniem elementów afroamerykańskiej stylistyki wokalnej. Jednak ani to, ani wielka muzykalność i specyficzne poczucie humoru - nie wyjaśniają wszystkiego. Tajemnica tkwi chyba w tym, że Sojka wierzy słowom i muzyce, które śpiewa. I wierzy w swe posłannictwo: „Wiem, że Lord mnie prowadzi” - powiedział mi kiedyś i nie mam powodu, by wątpić w szczerość tych słów.
      Na płycie (której współautorami są, obok Sojki i Karolaka, Czesław Bartkowski i Zbigniew Wegehaupt - laureat nagrody Sekcji Publicystów PSJ za 1980 r.) znajdziemy utwory dobrze znane jazzfanom, jak „Satin Doll” Ellingtona, „Blue Monk” Thelonlousa Monka, czy „Naima” Johna Coltrane'a. Tylko w „Doxy” Sonny Rollinsa i w „All Blues” śpiewa Sojka scatem, w pozostałych postępuje według swej zasady improwizowania. Dwa utwory są przykładami jazzoweqo humoru: w „Blue Monk” bawi się wokalista słowem „blue”; pomysł tekstu być może podsunęła mu dowcipna interpretacja utworu Rollinsa „Saint Thomas” (przez Sheilę Jordan) na jednym z festiwali w Lublinie. W „Blue Monk” warto ponadto zwrócić uwagę na „monkowskie” solo fortepianu. Onomatopeiczny „All Blues” znalazł się na płycie z inspiracji Karolaka. Zrodzony na gorąco podczas nagrania, jest jakby reportażem z „jam session śmiechu” w studio, szkoda, że tak krótkim. W „Oh, What A Beautiful Morning” możemy podziwiać sprawność warsztatową wokalisty w „I've Known Rivers” - soulowy feeling. Natomiast „Naima” zdaje się być zapowiedzią nowych poszukiwań Sojki.
      Podczas Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych w Lublinie w 1979 r. Sojka zwierzył się w jednym z wywiadów: „Od pewnego czasu czuję się tak, jakbym na coś czekał. Jakby w mojej muzyce coś ważnego miało się stać” Po wysłuchaniu tej płyty wiemy, że właśnie Coś się stało i przeczuwamy, że w przyszłości stanie się Więcej.
      Krystian Brodacki

      Stanisław Sojka - Blublula
      Polskie Nagrania MUZA, SX 2302 / 1981
      Polish Jazz vol. 63


      Tracklist:

      a1. I'm Just a Lucky So and So (Duke Ellington/Mack David)
      a2. Oh, What a Beautiful Morning (Richard Rodgers/Oscar Hammerstein II)
      a3. Satin Doll (Duke Ellington/Johnny Mercer)
      a4. Blue Monk (Thelonius Monk/Stanisław Sojka)
      b1. I've Known Rivers (Gary Bartz)
      b2. Doxy (Sonny Rollins)
      b3. Naima (John Coltrane)
      b4. P.S. (All Blues) (Miles Davis)

      Personnel:
      Stanisław Sojka: vocal
      Wojciech Karolak: piano
      Zbigniew Wegehaupt: double bass
      Czesław "Mały" Bartkowski: drums

      Recorded in Warsaw, January 1981 by Witold Trenkler & Janina Słotwińska.
      Cover design - Marek Karewicz

      Made in Poland
      Cena zł 80,-


      FLACzki-tracki, photos . . 239.1 MB (3% data repair) ®

      sobota, 1 lipca 2017

      (vol. 62) Kazimierz Jonkisz Quintet - Tiritaka [1980]

         

      Znany perkusista Kazimierz Jonkisz - grał m.in. w Kwintecie Zbigniewa Namysłowskiego (płyta „Winobranie"), w zespole „Jazz Carriers” i w grupie Jana „Ptaszyna” Wróblewskiego - założył dwa lata temu własny Kwartet, który wkrótce przekształcił się w Kwintet. Ponieważ perkusyjnym faworytem Jonkisza jest Elvin Jones, a muzycznym w ogóle - John Coltrane „postanowiłem, że będziemy dążyć do stworzenia atmosfery przypominającej niezapomniane lata Kwartetu Coltrane'a” - powiedział w wywiadzie dla „Jazz Forum” - „Staram się, by nasza gra była jak najbardziej ekspresyjna. Tak czuję jazz, taki jestem”. To credo, które zdają się w znacznym stopniu wyznawać wszyscy członkowie Kwintetu, znalazło oparcie w kompozytorskim talencie młodego skrzypka Krzesimira Dębskiego (dawniej „Warsztat”), którego utwory przeważają w repertuarze zespołu - i tej płyty. Uczestnik warsztatów jazzowych „String Summit” w Baden Baden 1980 (na zaproszenie Joachima E. Berendta) staje się dziś Dębski postacią znaną na europejskiej scenie jazzowej. Tenorzysta i sopranista Janusz Olejniczak także jest odkryciem minionej dekady i jak większość jazzowej młodzieży lat 70-tych wyszedł z jazz rocka (grał w dawnym „Extra Ballu” i „Sun Shipie”) - dziś znakomity improwizator, zdolny do przekonujących wypowiedzi w różnych konwencjach. Inną ewolucję przeszedł Janusz Skowron: początkowo związany z awangardą („Sesja”), wyrósł - chyba pod wpływem Jonkisza - na wybijającego się pianistę współczesnego mainstreamu. Basista Andrzej Łukasik, którego Jonkisz „odkrył” w Szkole Muzycznej im. J. Elsnera w Warszawie, wywiązuje się bez zarzutu z powierzonej mu fundamentalnej roli.
      Pierwsze dwa utwory pierwszej strony płyty są wyrazem zainteresowań Dębskiego wzajemnym przenikaniem jazzu i pop music - stąd „dyskotekowa” rytmika w „Tiritaka” i charakter bossa novy w kompozycji „Wszyscy czekamy”. Od trzeciego utworu po piąty jesteśmy już w kręgu coltrane'owskim - w balladzie na 3/4 „Dla Sławosza”, a zwłaszcza w bluesowych „Tuohitorvi” i „Joewer”. Kwintet osiąga w nich to, czego pragnął leader - muzyka swinguje, jest czarna i mocna. Ciekawa konstrukcja kompozycji Dębskiego, ich nieco komedowska melodyka i wyrafinowana warstwa harmoniczna - podpowiadają sposób interpretacji, sugerują feeling. Odpowiedzi na pytania „co” i „jak” - są tu równie ważne. Ostatnim utworem płyty jest kompozycja Kazimierza Jonkisza „Dla Mareczka” wykonywana solo na perkusji. O ile w innych utworach jego gra jest przede wszystkim strumieniem energii napędzającej zespół, o tyle tu ujawnia się wielka wrażliwość kolorystyczna twórcy Kwintetu. Piękna płyta!
      Krystian Brodacki
      Kazimierz Jonkisz Quintet - Tiritaka
      Polskie Nagrania Muza, SX 2301 / 1980
      Polish Jazz vol. 62


      Tracklist:

      a1. Tiritaka (Krzesimir Dębski)
      a2. Wszyscy czekamy / We're All Waiting (Krzesimir Dębski)
      a3. Dla Sławosza / For Sławosz (Krzesimir Dębski)
      b1. Tuohitorvi (Krzesimir Dębski)
      b2. Joewer (Krzesimir Dębski)
      b3. Dla Mareczka / For Marc (Kazimierz Jonkisz)

      Personnel:
      Krzesimir Dębski: electric violin
      Andrzej Olejniczak: tenor and soprano saxophone
      Janusz Skowron: piano
      Andrzej Łukasik: bass
      Kazimierz Jonkisz: drums

      Recorded in Warsaw, December 1980 by Zofia Gajewska & Janina Słotwińska,
      Sleeve design - Marek Karewicz, photo - Piotr Kłosek.

      Made in Poland
      Cena [80,-] > 130 zł


      FLACzki-tracki, photos . . 255.7 MB (3% data repair) ®

      piątek, 30 czerwca 2017

      (vol. 61) Sun Ship - Follow Us [1979]

         

      Zespół Sun Ship powstał w styczniu 1978 roku z inicjatywy Władysława Sendeckiego i Andrzeja Olejniczaka. Początkowo działał jako kwartet (W. Sendecki - p, el. p; A. Olejniczak - ts; M. Stach - dr; W. Szczurek - b; po kilku miesiącach A. Olejniczaka zastąpił Z. Jaremko - ss, ts), potem, w okresie trwania festiwalu Jazz Jamboree 78 stał się już pełnym kwintetem (do zespołu dołączył Henryk Miśkiewicz – ss, as). Jak dotąd, najowocniejszym dla Sun Shipu był rok 1979, kiedy to zarówno publiczność, jak i krytyka (doroczna nagroda Sekcji Publicystów PSJ za rok 1979) uznała zespół za jedną z czołowych formacji jazzowych w Polsce. Muzyka kwintetu wyrasta z dwu tradycji. Pierwsza - to centralny nurt klasyki jazzu nowoczesnego. Niezależnie od związków elementarnych w sensie muzycznym (harmonia, typ frazowania) Sun Ship nawiązuje do idei kwintetu, jako jednej z podstawowych formacji na długiej linii od Parkera aż do Hancocka (Parker-Silver-Adderley-Davis-Hancock V.S.O.P). Druga tradycja to, najogólniej rzecz biorąc, jazz polski, zwłaszcza ta jego linia, którą określa twórczość Zbigniewa Namysłowskiego. Związki, jakie tu odnajdziemy dotyczyć będą nie tyle cech muzycznych (choć i one istnieją z natury rzeczy) ile określonego typu emocji, rzadko spotykanej u muzyków wywodzących się spoza naszego kręgu kulturowego.
      Na bazie tych źródeł muzycy Sun Shipu stworzyli swój własny styl, w którym szczególną rolę odgrywa sposób kształtowania formy. Przede wszystkim chodzi tu o dużą elastyczność, niekiedy nawet dowolność w traktowaniu poszczególnych elementów formy utworu jazzowego. Przyjęcie takiej konwencji umożliwiły muzykom zarówno ich indywidualne predyspozycje psychiczne i warsztatowe (celowo zestawiam tu tak odległe kategorie!), jak również założenia niektórych kompozycji. Przykład stanowić tu mogą choćby utwory Zbigniewa Jaremki (m. in. „Mrówka, jak wiemy”) budowane z kilku pomysłów tematycznych, które wzajemnie się uzupełniając, mogą również pełnić rolę niezależną (w sensie rytmicznym, harmonicznym) i stawać się im pulsem do tworzenia różnych (w nastroju, dynamice) improwizacji. Ta niezwykła „barwność”, zmienność, a co za tym idzie ogromna atrakcyjność utworów granych przez Sun Ship, to w dużej mierze zasługa trzech wybitnych muzyków tworzących filar kwintetu. Pianista Władysław Sendecki, muzyk o rzadko spotykanej wrażliwości harmonicznej, wszechstronny technik, obraca się w kręgu najlepszych wzorów współczesnej pianistyki jazzowej (Herbie Hancock, Chick Corea), choć nierzadko sięga do innych źródeł (m. in. reminiscencje klasyki muzycznej). Jego świetne kompozycje (m. in. „Należy się wykupić”, „Ballada na wiosnę”) zaskakują bogactwem pomysłów, zwięzłością rozwiązań rytmicznych, wewnętrzną dynamiką, nastrojem. Przykładem nieprzeciętnej inwencji melodycznej jest gra Henryka Miśkiewicza. Budując szerokie, błyskotliwe frazy na sopranie czy alcie, Miśkiewicz - zwłaszcza w sytuacjach koncertowych - staje się głównym aktorem wydarzenia. Posiada dar natychmiastowego nawiązywania kontaktu ze słuchaczem przekonując go temperamentem, pięknym dźwiękiem instrumentu, klasycznym łukiem frazy. Zbigniew Jaremko to, w przeciwieństwie do Miśkiewicza i Sendeckiego, wrażliwość bardziej opanowana, emocja typu intelektualnego o dużym bagażu doświadczeń. Jego sola, to niekiedy żmudne, ryzykowne drążenie materiału dźwiękowego w stronę przekornej chromatyki, to powoływanie do życia nowych współbrzmień o trudnej lecz fascynującej konstrukcji.
      Marek Stach i Witold Szczurek należą do młodszej stażem generacji, dla której zetknięcie się w jednej formacji z Sendeckim, Jaremką i Miśkiewiczem stanowi wielką przygodę. Bez ich udziału trudno było by wyobrazić sobie Sun Ship przełomu lat 1979/80, ich z kolei gra imponuje spontanicznością, dynamizmem i rzetelnym przygotowaniem warsztatowym.
      Płyta, którą dostajemy do ręki, powstała w studio, w atmosferze sterylnej dźwiękowo, co nie zawsze odpowiada estetyczno-emocjonalnym wymaganiom jazzu. Jej wartość to głównie obraz Sun Shipu bardziej kameralny, skupiony, „intelektualny”, ale z pewnością mniej dynamiczny. Dlatego warto muzykę zarejestrowaną na płycie porównać z muzyką wykonywaną przez zespół na koncertach. Warto porównać te różne sytuacje artystyczne, które w sumie składają się na jedno z najciekawszych zjawisk naszego jazzu przełomu lat 1970/80, jakim jest Sun Ship.
      Tomasz Szachowski

      Sun Ship - Follow Us
      Polskie Nagrania MUZA, SX 1941 / 1979
      Polish Jazz vol. 61


      Tracklist:

      a1. Prymka (Henryk Miśkiewicz)
      a2. Ballada na wiosnę (Władysław Sendecki)
      a3. Szipson (Władysław Sendecki)
      b4. Mrówka, jak wiemy... (Zbigniew Jaremko)
      b5. Należy się wykupić (Władysław Sendecki)

      Personnel:
      Władysław Sendecki: piano, Fender, polymoog, Arp Omni
      Zbigniew Jaremko: tenor & soprano saxophones
      Henryk Miśkiewicz: alto & soprano saxophones
      Witold Szczurek: double bass, cello
      Marek Stach: drums
      and guests:
      Józef Gawrych: percussion
      Marek Biliński: setting up the keyboards

      Recorded September-November 197 in Warsaw by Halina Jastrzębska-Marciszewska & Witold Trenkler.
      Cover design - Marek Karewicz.

      Made in Poland
      Cena zł 80,-


      FLACzki-tracki, photos . . 237 MB (3% data repair) ®