Prawdopodobnie zbudowany jestem z komórek zaprogramowanych na pewien specyficzny gatunek muzyczny nazywany jazzem, mylnie czasami utożsamiony z produkcjami niewiele mającymi z nim wspólnego. Jestem z tego powodu równie zakompleksiony, jak i bardzo dumny. Sonny Rollins działa na mnie silniej niż Hallelujah Umper Gamper Roctime Band a dźwięk saksofonu Bena Webstera jest mi bliższy niż Ibrahim Bramaputra Transgalactic Mission, co nie oznacza, że Stevie Wonder czy Joao Gilberto nie sprawiają mi przyjemności. Na taki stan rzeczy złożyły się dwudziestoparoletnie doświadczenia z Sekstetu Komedy, Jazz Believers, kwintetu Kuryla, licznych własnych zespołów z Polish Jazz Ouartetem na czele. Potem wszechwładnie zapanowała moda na jazz, wobec którego moje komórki niemal automatycznie stosowały blokadę i koniec końców - jako instrumentalista - na parę lat zniknąłem z jazzowej mapy Polski. Mówiono, że Ptaszyn nie ma już nic do powiedzenia, niektórzy podzielają ten pogląd do dziś, ale nie jest moją winą, że ktoś ma zatkane uszy.
W latach kryzysu poświęciłem się kompozycji i dyrygowaniu takimi zespołami jak Studio Jazzowe PR. Nawyk komponowania, jak widać, pozostał mi do dziś, ale obecnie Ptaszyn-kompozytor pełni jedynie usługową rolę dostarczając pretekstów do improwizacji Ptaszynowi-instrumentaliście i jego kolegom. Wystarczająco wcześnie zdałem sobie sprawę, że nie ma kompozytorów jazzowych a są jedynie komponujący jazzmani i zdecydowałem się na powrót do bardziej czynnego życia.
Odskocznią stał się „Mainstream”, którego rozwiązanie po czterech niekiepskich latach postawiło mnie w decydującym punkcie: trzeba było pójść dalej, albo przepaść. Tę szczęśliwszą alternatywę umożliwili mi trzej aktualni współpracownicy: Marek Bliziński - gitarzysta o imponującym warsztacie, jedyny, który potrafi mi całkowicie zastąpić fortepian, a do tego inspirujący partner-solista. Jego stateczny i zrelaksowany wygląd niejednego skłonił do mylnych spekulacji: czy tak może wyglądać jazzman w akcji? Jednak jazz jest do słuchania, nie do patrzenia. Witold Szczurek - szalenie młody człowiek, któremu w epoce jazz-rocka nie wiadomo skąd wzięło się zamiłowanie do „staroświeckiego” walkin' basu i przed którym świat stoi dopiero otworem. Wreszcie Andrzej Dąbrowski - perkusista, którego powrót do jazzu winien stać się wydarzeniem w naszym środowisku. Jego komórki, podobnie jak i moje zaprogramowane, nie pozwalają zapomnieć o rytmie i swingu. Jeżeli szukacie w perkusji filozofii i mglistych objawień - to po prostu nie ten człowiek, ale jeżeli chodzi o jazz - niełatwo znajduje się lepszych.
No i do tego wszystkiego ciągle jeszcze ja -
Jan Ptaszyn Wróblewski
Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet – Flyin' Lady
Polskie Nagrania Muza, SX 1690 / 1978
Polish Jazz vol. 55
Tracklist:
a1. Pastuszek Stomp
a2. Grzmot nad ranem / Morning Thunder
a3. Bossa Nostra
b1. Pani Ptakowa / Flyin' Lady
b2. Dlaczego małpa... / Why the Monkey...
b3. Klicheć chechcioł dana
Composed by Jan Ptaszyn Wróblewski.
Recorded in Warsaw, August 1978 by Jacek Złotkowski & Michał Gola.
Personnel:
Jan Ptaszyn Wróblewski: tenor sax
Marek Bliziński:guitar
Witold Szczurek: double bass
Andrzej Dąbrowski: drums
Cover design – Marek Karewicz.
Made in Poland
Cena zł 80,-
FLACzki-tracki, photos . . 248.4 MB (3% data repair) ®



